Kategorie: Wszystkie | O mnie | PIENIĄDZE | filozofia | iNWESTYCJE | niewyrzucone | znalezione | życie
RSS
poniedziałek, 30 kwietnia 2018

    Umowa notarialna podpisana, kasa na koncie jest. I zdążyłam jeszcze wrzucić na oszczędnościowe, w ciągu kilku dni narośnie dodatkowe pół stówki odsetek. Dwa dni pomiędzy świętami wystarczy na przepisanie liczników i członkostwa w spółdzielni. Koniec.
   
W najśmielszych snach nie przypuszczałam, że pójdzie takim piorunem. W dodatku mam czas do końca wakacji na pozbieranie się, bo klient kupił pod wynajem, ale nie ma kasy na natychmiastowy remont i zabierze się za to za kilka miesięcy. 
    Jasny gwint!

niedziela, 29 kwietnia 2018

    https://www.youtube.com/watch?v=5b1NSinlUeg

    Jutro (poniedziałek) umówiony notariusz i finito. Przyjęłam za pewnik, że będę mogła jeszcze tydzień pomieszkać i popakować graty, ale o to nie zapytałam, więc może być ciekawie... Zresztą klient też może się rozmyślić, nie było umowy przedwstępnej, żadnej zaliczki, więc jakby w ostatniej chwili zrezygnował, też ciekawie może być...

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

    Mieszkanie sprzedane. Klient zdecydowany, z gotówką, nie było wielkiego targowania, akurat o tyle, ile wyniosła "górka" ofertowa, ogłoszenie wisiało u pośrednika raptem trzy dni. Coś mi się wydaje, że ów pośrednik dał cynk zainteresowanym, ale dla mnie bez różnicy, kto kupi. Gdybym była na miejscu, załatwiłabym wszystko w tydzień. Teraz tylko spiąć się z robotą, żeby wykroić choćby dwa robocze dni na załatwianie dokumentów na miejscu - i szast-prast, chaty ni ma. Cholera, szybko. Za szybko. Bo to znaczy, że będąc po drugiej stronie, znalezienie równorzędnej (kwotowo) okazji w okolicach Warszawy może okazać się jeszcze trudniejsze, niż mi się wydawało. Polowanie na oferty, które znikają w parę dni, to nie takie hop-siup. No zobaczymy, tymczasem ciekawe, czy w ogóle uda mi się wrócić do domu w majowy weekend, roboty po kokardę...

czwartek, 19 kwietnia 2018

    Nie minął nawet tydzień i już mam sygnał od pośrednika, że znalazł się ktoś chętny na moje mieszkanie. Szybko. Czyli w założonych na pałę dwóch miesiącach mogę się zmieścić. No chyba, że to jakiś kredyciarz, który może bujać się z bankiem nie wiadomo ile. W dodatku zakładanie księgi wieczystej to moja strata czasu, jakoś mi się nie uśmiecha dodatkowe kursowanie tam i z powrotem przez pół Polski. Jest popyt na ten towar, więc mogę sobie wybrać klienta - z gotówką, zdecydowanego, z którym załatwię wszystko za jednym zamachem. Kurczę, ale to miłe mieć takie poczucie władzy :) Będzie na odwrót, gdy to ja będę klientem.

czwartek, 12 kwietnia 2018

    To już jutro. Wprawdzie wiele razy pisałam, że nie wierzę w "pechy" ani "szczęścia", ale w razie czego będzie na co zwalić. A właśnie jutro zgłaszam do pośrednictwa nieruchomości swoje mieszkanie i spodziewam się, że sprzeda się łatwo, a potem będzie gorzej, aby znaleźć i kupić coś innego za środki zdecydowanie niestandardowo skromne. Jak wspomniałam, może się uda kawalerkę 20 metrów gdzieś na peryferiach i do remontu... Kiedy pisałam, że przewiduję dwa miesiące na całą operację zamiany Polski B na A? Trzy tygodnie temu. No to realizacja tegoż realna jak CLICK HERE.

czwartek, 22 marca 2018

    Pierwszy dzień wiosny przyniósł mi umowę na trzy miesiące. Do końca czerwca. Nadal zlecenie i za kwotę bez zmian, teoretycznie w Lidlu na kasie płacą więcej, ale to tylko teoretycznie. No więc do przodu. Z tym, że jednocześnie obowiązków przybywa i już zaczynam puszczać byki (dobrze, że nie bąki). Ponieważ starym wyjadaczom też się to zdarza, nie wpadam w depresję, jaka jestem beznadziejna i że za chwilę mnie wywalą. Nie myli się ten, co nic nie robi - kiedyś to powiedzenie uważałam za głupie, na dziś zmienił mi się punkt widzenia zgodnie z punktem siedzenia.
    Dodając do tego te wszystkie plany mieszkaniowe, wiosna będzie wyjątkowo męcząca na granicy "zamiaru według sił". Sprzedać mieszkanie to drobnostka, gorzej ze sprzątaniem przed tym, a jeszcze gorzej ze znalezieniem zastępczego miejsca przechowywania dla rzeczy, których ani wyrzucić nie można, ani zabrać ze sobą. I wtedy dopiero zaczną się schody z poszukiwaniem czegoś do kupienia w zamian. Ile czasu mi to zajmie? Daję sobie dwa miesiące. Do rymu "z motyką na słońce".
    Alleluja.

czwartek, 08 marca 2018

    Była zima, mróz i "wiszące" PIT-y, a teraz hasło "byle do wiosny" już obowiązuje, z drugą sprawą uporam się w ciągu kilku dni. Taki miałam plan, gdy tylko będę mieć spokojną głowę, aby zacząć rozglądać się za jakimś mieszkaniem w stolicy, choć bardziej prawdopodobne, że skończy się na okolicy. Własnym mieszkaniem. A co! Wynajmować przez x lat byłoby bez sensu (moim skromnym zdaniem przelewanie z pustego w próżne), więc cóż, jak się powiedziało A i wywróciło życie do góry nogami, to teraz trzeba iść za ciosem i wywrotkę kontynuować - czyli zamienić mieszkanie w Polsce B na mniejsze (przecież istnieją kawalerki 20 m2), gorsze (to już oznacza stan ruiny) ale w Polsce A. Taki łańcuszek liter: A - B - A. Możliwe, że przeceniam swoje szanse, ale na samym początku mam do stracenia tylko czas, koszty rozmów telefonicznych i górę spamu.
    Aha, w lotto oczywiście nie wygrałam.
    O ile wiem, już obowiązują te przepisy, że można dorobić sobie legalnie bez zakładania działalności gospodarczej i bez opłacania ZUS-u do tysiąca zł na miesiąc - jakby co, to zwiększa szanse. Gdyby jeszcze czas był z gumy, człowiek nie musiał spać i miał siłę do zasuwania za trzech, szanse byłyby zupełnie realne. Są takie hasła: 'wiara czyni cuda' i 'mierz siły na zamiary'. Zastanowię się nad tym drugim w wersji 'mierz zamiar według sił'.
    A takie kwiatki panie z firmy dostały z okazji Dnia Kobiet (wolałabym umowę na dłużej, ale wiem, że nie ta skala zagadnienia, a darowanemu koniowi...). Mój jest ten środkowy, jak widać najlepiej się trzyma.
8marca

piątek, 23 lutego 2018

    Bliżej już do Świąt Wielkanocnych, ale skoro mam taką pamiątkę z okoliczności gwiazdkowych, to niech będzie i z opóźnieniem. Miałam okazję przejechać się specjalnie przystrojonym pociągiem metra. W środku i na zewnątrz wagony były pomalowane w motywy świąteczne.
met_sw1
met_sw2
    Całkiem ładnie to wyglądało (czego na tym drugim zdjęciu niestety nie widać), ale ludzie mniej się zachwycali niż dziwili - czy aby na pewno można wsiadać do takiego cudeńka, bo może to jakaś atrapa, która nie pojedzie normalnie. Mało spontaniczny i artystyczny mamy naród - dojechać do i z roboty, a nie jakieś happeningi czy podobne akcje zabierające cenny czas. Co do tego przypuszczenia mam jeszcze parę obserwacji, ale to może przy innej okazji.

    Poniżej mamy zagadkę: czy to mgła, czy smog ;)
PeKiN we mgle
   
    A kot jaki jest, każdy widzi.
kot

    Wbrew hasłom nie ma mowy, abym zakochała się w Warszawie. Wróciłam do domu na chwilę i pomimo chałupy w ruinie, gdybym miała wybór, wybrałabym egzystencję na własnych śmieciach. Ale wiadomo, do zaliczenia emerytury jeszcze pięć lat i siedem miesięcy... Przynajmniej odkąd zorientowałam się, że bilet na autobus do domu jest tani jak barszcz (dwadzieścia kilka zł), będę się urywać częściej, niekoniecznie mając powód jak teraz, kiedy przychodzą PIT-y i różne inne pierdoły urzędowe wynikające z zamknięcia poprzedniego roku.
    No chyba, że wygram w lotto. W końcu się szarpnęłam i kupiłam los, kumulacja 18 milionów...

wtorek, 13 lutego 2018

    Pośpieszyłam się z tą wiosną. Na razie guzik z tego.

czwartek, 01 lutego 2018

    Przedłużenie umowy - zlecenie znowu na miesiąc, do końca lutego. Mimo wszystko postęp jest, wzbogaciłam się o firmowy adres e-mail. Jak tak dalej pójdzie, za pięć lat może i moje nazwisko pojawi się oficjalnie na stronie internetowej ;)

    Ale wiosna idzie, przebiśniegi zaczynają się wykluwać.

czwartek, 04 stycznia 2018

    Umowę dostałam na miesiąc, czyli do końca stycznia. Zlecenie, bez zmian. Mogło być gorzej.

niedziela, 24 grudnia 2017

    Od razu uspokajam - powrót tylko na Święta z okładem, wzięłam robotę do domu na trzy dni i w nowym roku od początku. Przedłużenie umowy mam obiecane, ale do ręki nie dane, nie wiem na jakich warunkach. Co zarobiłam, to moje, a co dalej - zobaczymy.
    Tak sobie pstryknęłam z okna pociągu naszą "chlubę narodową" na odjezdne. 
narodowy

    Jakby ktoś coś wiedział o jakimś przyzwoitym lokalu (znaczy bez towarzystwa uniemożliwiającego spanie, z bieżącą wodą i sprawnym wc) oczywiście za rozsądną cenę, do wynajęcia w okolicy dowolnej stacji metra - proszę o namiary - nigdy nic nie wiadomo...

    A tak w ogóle życzę wszystkim Wesołych Świąt.
     
   

piątek, 15 grudnia 2017

    No więc, zgodnie z tytułem, żeby coś było :)

    Pierwsze coś jeszcze z listopada. Śnieg stopniał, a grzybek zaraz potem się wychylił. Czernidłak kołpakowaty. Taki prawie chwast, rośnie wszędzie i w każdych warunkach, a na dodatek da się zjeść, choć rarytasem nie jest.
czernidlak_1

    Drugie coś to już nie przyroda. Wręcz przeciwnie. Tylko co tu jest ciekawego? Tramwaj. Zwyczajny. No tak, dla słoika te pojazdy mogłyby uchodzić za nowość, ale na mnie nie zrobiły większego wrażenia. Jeżdżą wolniej niż sądziłam, a takie same tablice świetlne mam u siebie w mieście na przystankach autobusowych. Wciąż nie zachwycam się "wielkim światem", większy hałas, większy chaos i to wszystko.
    Widać w tle kawałeczek pewnej charakterystycznej budowli?
tramwaj

    Hotel Marriott - w sumie też zwyczajny.
marriott
    W zasadzie cały czas orientuję się w kierunkach tylko w okolicach Dworca Centralnego (przy czym napisy i strzałki są wydatnie pomocne). Oj, ale jak to dobrze, że stoi ten Pałac, bo z pewnością sporo razy bym pobłądziła. Co jakiś czas odżywają plany wyburzenia Pałacu Kultury? Nie pozwolę! Jakem słoik!

    O ile nadal będę tu słoikować, bo umowę mam do końca grudnia (do końca roku lepiej brzmi) i nie zachwycam przebojowością, co z dalszym ciągiem dowiem się (albo nie) w poniedziałek.

***********************************

    Ponieważ nie wiem, kiedy będę mieć okazję znowu coś skrobnąć, składam wszystkim Czytelnikom życzenia Wesołych Świąt!

    Uwaga, jeżeli ktoś chciałby otrzymać życzenia ode mnie w postaci materialnej (produkt mojej firmy, a jakże), proszę o maila z adresem i wpłatę 8 zł na konto (cena produktu + koperta + znaczek na list zwykły + mój zysk (w końcu business is business :) )

wtorek, 21 listopada 2017

    Ani się nie obejrzałam, a tu dwa tygodnie minęło od ostatniej notki. I co? Nadal żyję i nadal nie piszę, bo mam ważniejsze sprawy na głowie. Na tyle ważniejsze, że nie wykroiłam czasu (ani ochoty, nie ma co owijać w bawełnę), aby zobaczyć Zamek Królewski, Stare Miasto, Łazienki i parę innych miejsc, na które wypadałoby zerknąć, jak już się jest tym słoikiem w Warszawie. Ba, nawet do Pałacu Kultury nie weszłam do środka, choć codziennie go mijam. No nic, może w przyszłym roku. Byle do wiosny. Tymczasem zima już się zapowiedziała. Spadł pierwszy śnieg. Zdjęcie z wczoraj (poniedziałek) rano.
20.11
    Byle do wiosny.

niedziela, 05 listopada 2017

    Dobra. Żyję. Tylko nie piszę, bo mam ważniejsze sprawy na głowie. Pierwszą wypłatę zaliczyłam i jakoś nie upiłam się ze szczęścia ani nie wpadłam w szał zakupów (poza kilkoma opakowaniami budyniu), przez chwilę chciałam puścić lotto, ale mi przeszło.
    Za chwilę zacznę spłacać darczyńców-pożyczkodawców, pierwszy przelew pójdzie już jutro do pana Tomasza. Przyjęłam zasadę LIFO (last in, first out) i kwotę na razie bez odsetek, wyjdą na koniec, suma w bocznej szpalcie będzie się zmniejszać do zera i poniżej. O ile cała ta praca nie zakończy się po okresie próbnym, bo w końcu i tak nigdy nic nie wiadomo.
Tfu, tfu... odpukać... na psa urok...

piątek, 20 października 2017

    Jesień idzie, nie ma na to rady.
mgly
    Poranne mgły to może i jest romantyczny widok, tym bardziej, że takie wstęgi utrzymują się tylko przez kilka minut, ale gdybym mogła wybierać, wybrałabym prozaiczne dłuższe pospanie zamiast poezji nostalgicznych krajobrazów.

poniedziałek, 16 października 2017

    Ostatnie dni polskiej złotej jesieni.
wilanowska
    Węzeł przesiadkowy/pętla Metro Wilanowska,
poniżej okolice przystanku Wilanów.
wilanów
    Widoki nie wyglądają na wielkomiejskie, a tu właśnie autobusy wloką się w korkach tak samo jak w śródmieściu. 40 minut opóźnienia to standard, 60 minut też się zdarza. Na całej trasie liczącej ok. 20 kilometrów średnia prędkość autobusu wychodzi 10 km/godz. - chyba król Sobieski konno, z całym majdanem wozów podróżował szybciej...

czwartek, 12 października 2017

    Taki mam widok sprzed okna. Kuchnia wspólna dla kilku firm w budynku, z etykietkami na szafkach. Do dyspozycji lodówka, kuchenka mikrofalowa (w końcu zobaczyłam ten sprzęt z bliska), o czajnikach nawet nie ma co wspominać - standard. Kubeczki z logo i kieliszki, jak zdążyłam się przekonać, używane zgodnie przeznaczeniem.
    Wszystko jak nowe, żadnych obtłuczeń, przybrudzeń, wysprzątane na błysk - elegancja-Francja.
widok1

    A taki jest widok za oknem. Elegancja nieco mniejsza :)
widok2

    Z tego ujęcia widać czubek Pałacu Kultury. Przy dobrym wietrze beretem dałoby się dorzucić? Chyba jednak nie, ale i tak blisko.
widok3

piątek, 06 października 2017

    Tym razem z cyklu 'dorwałam się do natury'. Mogłabym sfotografować korek na kilometr, ale jak już dojechałam (po dwóch godzinach plus 30 minut piechotą od przystanku do domu), pozwoliłam sobie na jeszcze parę minut rozglądania się. Co tu mamy? Piękne muchomory czerwone, średnica tego większego prawie 20 cm, trochę krzywy i pewnie dlatego taki szeroki, że trzon przykrótki mu wyszedł, ten drugi też niewymiarowy, ale kolor i kropkowanie nie budzą żadnych wątpliwości - nawet dzieci z przedszkola wiedzą, co to jest.
muchomory

    A co przedstawia poniższe zdjęcie, nie wiem. Obstawiam gąskę niekształtną, bo nazwa pasuje do tego czegoś niekształtnego i chyba już mocno przejrzałego. A jeszcze wczoraj żadnych grzybów w tym miejscu nie było.
nieksztaltne

    Mniej fajnie, że nocna wichura przewróciła dwa drzewa parę kroków od domu. Takie to uroki mieszkania blisko natury. Jako dziecko marzyłam o domku w środku lasu, trochę później o podmiejskiej willi, teraz już nie wiem, weryfikacja marzeń postępuje w tempie ekspresowym...

    Zabrałam z domu (tego w Polsce B) kabelek do telefonu i dzięki temu mogę wrzucać zdjęcia na bieżąco, ale będą bez obróbki, ze zmniejszeniem dopiero w serwisie blogowym - to znaczy, że będzie ich mało, tylko takie, które uda się zrobić w miarę dobrze "z ręki". Ale-ale, zaraz - po co mam w ogóle kontynuować pisanie bloga? Cel osiągnięty (na jak długo, to się jeszcze okaże). I o czym teraz? Co zobaczyłam na ulicy? Jeszcze pomyślę.

środa, 04 października 2017

    Nie zakocham się w Warszawie, nie ma mowy. Transport publiczny - kompletna porażka. Dwadzieścia kilometrów autobus pokonuje w ponad 90 minut (według rozkładu miała być godzina z ogonkiem) i to wcale nie w największym szczycie. Z przesiadką w metro byłoby odrobinę szybciej, ale wtedy łatwo może stracić ważność bilet 90 minutowy, który przy połączeniu bezpośrednim niezależnie od czasu obowiązuje do przystanku końcowego.
    Taksówkarze - nie wiem jakiego słowa użyć na osobników wpychających się przed autobus niemal się o niego ocierając, blokujących zatoczki, a zielone światło dla pieszych dla nich nie istnieje, nie mówiąc już o nachalnym nagabywaniu pod dworcem - mnie też taki jeden zaczepił, wyglądam na jakąś cudzoziemkę, frajerkę i jednocześnie z kasą, którą można by orżnąć?
    No nic, jedyna na to rada szybko dorobić się własnego helikoptera z lądowiskiem na dachu któregoś z wieżowców. Druga opcja, niezbyt dowcipna, niestety, zaopatrzyć się w pojazd uprzywilejowany z kogutem - to chyba też jest standard, że karetka na sygnale omija korek jadąc chodnikiem, lawirując między słupkami i przecinając skrzyżowania na zebrach.
    Ale jest też "wielki świat": minęłam samochód z zamontowaną kamerą na dachu i widocznym przez szybę wypasionym (według mojego uznania) osprzętem. Naklejki na aucie wyjaśniały, że jest to "Google Street View".
    Na mniejszą skalę i jedna z polskich firm wymyśliła, jak się wyróżnić z tłumu - na samochodzie, oprócz adresu drukarni oferującej usługi, hasła głosiły: drogo! brzydko! nieterminowo! siedziba była zilustrowana kawałkiem zdjęcia osoby siedzącej na muszli klozetowej. Sprawdziłam - jest w Google łącznie ze zdjęciem tego samochodu :)
    Na koniec mały pozytyw - nikt się głupio nie gapi na ludzi ubranych nieco mniej standardowo. Na przykład ja zakładam czapkę, gdy jest mi zimno i guzik mnie obchodzi, że jestem jedyną taką osobą na ulicy. U siebie często zdarzało mi się słyszeć chamskie uwagi, zwykle od młodzieży w wieku gimnazjalnym. Tu nie ma presji na podporządkowywanie się stadu, wielu  z przedstawicieli tejże młodzieży też nosi czapki, trafił się i chłopak w śmiesznej różowej - żadnych komentarzy. Jest jakiś większy luz. Może dlatego, że w stolicy rzeczywiście jest łatwiej i człowiek nie postrzega drugiego jako konkurencji, przed którą trzeba mieć się na baczności i na wszelki wypadek stosować atak jako "najlepszą obronę". Bardzo mądrze ktoś kiedyś wymyślił: Byt określa świadomość.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22



---*********---
M O J A
S T R O N A
O F E R T O W A
wejście
---*********---




Można zarobić
legalnie, a jak
dzięki poniższej reklamie
notka TUTAJ



--------------------
Miejsce
na Twoją
R E K L A M Ę
--------------------



Matka głupich

71 1460 1181 2025
9987 1934 0002



suma z kategorii
PIENIĄDZE

+ 5950,00



wartość jednostki
z kategorii
iNWESTYCJE
od =1 w dniu 15.09.2014

1,1908

w cenach zamknięcia
1,0902
(wyliczenia z poślizgiem)