Kategorie: Wszystkie | O mnie | PIENIĄDZE | filozofia | iNWESTYCJE | niewyrzucone | znalezione | życie
RSS
piątek, 08 marca 2019

    Niech to jasny szlag! Znowu napisałam notkę i poleciała w kosmos, bo blox wylogowuje jak mu się podoba. Mam go w doopie.
    Notka była o tym jak rozliczyłam swoje PIT-y na podstawie tego, co przygotowało ministerstwo i kilka uwag przy okazji. Drugi raz nie będę pisać:
    1) PIT-y są zrobione porządnie, prosto i bezproblemowo. Można? Można. Wszystko zgodziło się co do grosza. Pomimo tego, że jedna informacja była błędna (na szczęście nie w liczbach), patrz niżej.
    2) Bank PKO SA (ten z żubrem) nie potrafi zmienić adresu i na reklamację odpowiada, że to klient jest wielbłądem. Więc się z nimi definitywnie pożegnam.

    I właśnie odebrałam telefon, w którym pan numizmatyk raczył nazwać nas nieukami, bo rewersem określiliśmy stronę monety z orłem. Akurat to była moja decyzja, aby poszło tak, a nie odwrotnie, ale nic nie pomogło podparcie się autorytetem:
https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Czy-reszka-to-awers-monety;12635.html

    Kurczę, mimo wszystko to budujące, że dajemy ludziom taką radość poczucia się ważnym, mądrym i "ukiem", wielu naprawdę tym żyje... :)

wtorek, 26 lutego 2019

Cytaty:

"Drogi użytkowniku, bardzo nam przykro 29 kwietnia 2019 Blox.pl zostanie zamknięty i Twój blog http://meneli.blox.pl przestanie działać.

Decyzja o zamknięciu Bloxa nie była łatwa. Wiemy, że ten blog to kawałek Twojego życia i dlatego robimy wszystko, co w naszej mocy, żeby ułatwić Ci przeniesienie go w nowe miejsce".

 

"Czy naprawdę Blox zniknie?

Tak, 29 kwietnia 2019 Blox przestanie być dostępny i wszystkie blogi z platformy przestaną być dostępne.


Dlaczego zamykacie Bloxa?

W ciągu 15 lat działania Blox.pl internet zmienił się niemal nie do poznania - na znaczeniu zyskały przede wszystkim media społecznościowe, a twórcy internetowi mają teraz do dyspozycji wiele narzędzi pozwalających im na bieżąco dzielić się treściami z internautami - m.in. relacje na Facebooku, Instagramie i Snapchacie czy videoblogi na YouTube. Jednocześnie, od dłuższego czasu obserwujemy coraz mniejsze zainteresowanie platformami blogowymi - w szczególności tymi, które nie oferują możliwości tworzenia serwisów w osobnej domenie. Zdecydowaliśmy się na zamknięcie Blox.pl z uwagi na malejącą popularność tej platformy."

    No patrzcie państwo, jak to wyczaiłam, że nie ma już po co pisać. Blox zrobił swoje, blox może odejść.
    Żegnaj, Genia, świat się zmienia!

środa, 20 lutego 2019
czwartek, 31 stycznia 2019

    Pierwszy raz skorzystam z urlopu. Aż jeden dzień. Wprawdzie na papierze już go sobie nazbierałam całkiem sporo, ale coś takiego nie istnieje, dopóki praca nie jest zrobiona do przodu. Jak dotąd zawsze się ślizgałam na styk, (a tak naprawdę już po styku, ale jakoś się udawało wcisnąć), tym razem wykroiłam jeden dzień. Cud. Konieczny do przeżycia, bo już padam na pysk. I puszczam byki. Praca nie tylko ogłupia, ale też odczłowiecza. Jeszcze parę miesięcy temu przykro mi było, kiedy poszedł w świat jakikolwiek byk, a teraz się cieszę, gdy czyjś jest większy niż mój. Jeszcze się łudzę, że to odwracalne i do emerytury dociągnę zachowując trochę ludzkiego mózgu, ale kto wie, może zamienię się w robota.
    Do dupy.

piątek, 21 grudnia 2018

   Najlepszego!

wtorek, 27 listopada 2018

    No więc komputer mam, monitor też. Praca ogłupia. Bo dopiero po dłuższym główkowaniu i wyszukiwaniu w internecie adresów najbliższych sklepów typu "Nie dla idiotów" oświeciło mnie, że przecież mam do tego internetu dostęp. A to znaczy, że przez internet też mogę kupować. I monitor kupiłam w "czarny piątek", 5 minut zajęło mi wybranie najtańszego (wypasiony sprzęt to śpiewka przyszłości) i zapłata z góry. Paczkę już odebrałam. Niestety, nie wpadło mi na myśl, żeby za jednym zamachem zamówić i klawiaturę, i kabel, a same te drobiazgi będą za tanie, żeby przesyłka wyszła darmowa, tak czy owak jakiś sklep stacjonarny muszę znaleźć. Fest oszczędność, no ale tak to jest, że praca ogłupia...
   Zlecenie zrealizował sklep właśnie "Nie dla idiotów" i tu mogłabym opisać dowcipnie jak w praktyce realizuje od swojej strony to hasło, ale może dam spokój. Najśmieszniejsze było to, że powiadomienie o przesyłce kurierskiej nadeszło od firmy DHL po niemiecku. Akurat ten język trochę kumam (Guten Tag!), ale skąd oni o tym wiedzieli? Podane godziny całkowicie ignorowały te, które wpisałam jako najodpowiedniejsze i miało być "am Montag", a paczkę odebrałam dzisiaj (Dienstag), w dodatku od kuriera DPD. Chłopak, zapewne dorabiający sobie studencik, nie chciał nawet podpisu, uwierzył na słowo, że ja to ja, z kolei ja uwierzyłam na słowo, że w paczce jest rzecz właściwa, nie sprawdzając, czy istotnie tak jest, wymiary się mniej więcej zgadzają.
    Mimo wszystko jakoś idzie do przodu...

piątek, 23 listopada 2018

    Nie mam czasu i nie mam siły.
    Za to (?) mam ból karku, czerwony nos i zmęczenie, które już nie przechodzi po weekendzie.
    Za to (?) mam komputer przytargany ostatkiem sił, z którego i tak nie mogę korzystać, bo jeszcze monitor i klawiaturę muszę dokupić, a w ten "czarnopiątkowy" weekend jednak walnę się na kanapę, bo już mam dość...

wtorek, 23 października 2018

    Coraz gorszy ten blox. Jak sobie nie zapiszę tekstu wcześniej, to wylogowuje i przepadło, a jak zapiszę i wklejam, to blokuje podejrzewając o spam, wtedy z kolei wpis był za szybki. I tak źle, i tak niedobrze, więc żeby coś było, w skrócie podzielę się tylko największym rozczarowaniem, jakie mnie spotkało "na swoim". Fakt, mógł to być i cieknący kran, i cieknąca spłuczka, i zacinający się zamek, i parę innych podobnych drobnostek, które uwielbiają wyłazić zaraz po stwierdzeniu, że wszystko w porządku. Właściwie tego się spodziewałam i wcale mnie nie ruszają tego typu "problemy", dopóki można poradzić sobie zamykaniem zaworów i działaniem z wyczuciem. Najbardziej mnie zabolało, że z powodu wyborów (jak sądzę) lokalni włodarze nagle zechcieli się pokazać jak to dbają o swój teren. I wycięli mi krzaki spod okna! Przez kilka lat NIKOMU NIE PRZESZKADZAŁY, nie sięgały nigdzie wyżej i tylko mnie ewentualnie mogłyby przeszkadzać, a było wręcz przeciwnie, ani przez myśl by mi nie przyszło skarżyć się na "chwasty", zresztą zwykłe samosiejki, chyba jesiony. Własna inicjatywa administracji, czy kto tam kazał durnym chłopom "zrobić porządek". W dodatku rosły już za siatką, na sąsiedniej posesji - nadgorliwcy sięgali poza tę siatkę i zostawili brzydkie kikuty. Niech ich sczyści. Jakby nie mieli czym się zająć, a chociażby psimi kupami na chodniku, to nie, broń Boże. Głupota jest taka sama wszędzie.
    W wyborach zagłosowałam na "Zielonych" i do rady powiatu na pana bezpartyjnego, którego ulotkę, jako jedyną, uznałam za w miarę sensowną, to znaczy słowo "rodzina" wystąpiło na stronie tylko kilka razy (a nie po kilka w każdym zdaniu), za to raz pojawiła się "ochrona środowiska". Oczywiście nikt z "moich" kandydatów nie przeszedł. No nic. Następnym razem zapewne oleję sprawę. Tym razem, skoro się zameldowałam, i to na stałe, chciałam sprawdzić, czy urząd zadziałał. A propos środowiska, gdzieś w okolicy mieszka sowa, konkretnie puszczyk, samiec, jego głos rodem jak z horroru jest bardzo charakterystyczny. I go słyszę nocami, bo w nocy jest cisza. Coś pozytywnego mimo wszystko jest.
    Następny cel to dorobić się własnego domku, bo tylko wtedy nikt nie będzie za mnie decydował, co mam mieć za oknem. Naprawdę, tym to się wkurzyłam...

wtorek, 11 września 2018

    Znowu blox mnie posądza o bycie automatem spamującym, komentarz jako notkę piszę jak poprzednio:

@M.
Brak mikroelementów, witamin etc. wykluczam - objadłam gospodarzom wszystkie poziomki, jeżyny, jabłka (te nie wszystkie, bo spadały masami), przydrożne mirabelki, czeremchy i inne takie - ekologiczne, niepryskane ;) Depresję też wykluczam, prawdziwa nie ma związku z sytuacją życiową, a taka na pokaz, bo to modne u celebrytek narzekać na bezsens życia popijając drinki na Bali, tym bardziej mnie nie dotyczy. Po prostu przemęczenie. Tylko, że jakoś nie widać, abym się miała do tego przyzwyczaić - pewien poziom wysiłku fizycznego (w tym pora wstawania zdecydowanie kłócąca się z moją naturą sowy) powoduje brak siły do myślenia - i tego mi szkoda. Niestety. Emerytury czekam jak wybawienia.

@Krecia
Heh. No fajnie, tylko że korki i strata czasu w autobusach jest największa w środku miasta. Jak trzy przystanki od Metra Wilanowska do Doliny Służewieckiej autobus pokonuje w pół godziny, gdy powinien w 5 minut, to zamieszkanie nawet na tym "elitarnym" Wilanowie nie zmieni nic, odległość od granic miasta na peryferie to już zaniedbywalna różnica. Coś takiego jak zamieszkanie gdzieś blisko Śródmieścia, w odległości pieszej od Pałacu Kultury - no sorry, nie da się tego zrobić za cenę trzydziestometrowej kawalerki "pod". Ani też w okolicach dowolnej stacji metra (bo tylko ten transport się sprawdza) ceny mieszkań i ich DOSTĘPNOŚĆ przekracza możliwości finansowe przyjezdnej osoby. Ci, co mają dobre miejsce od pół wieku, mogą się tylko cieszyć, a nawet jak mieszkania nie potrzebują to go nie sprzedają, tylko wynajmują - patrz wyżej - DOSTĘPNOŚĆ, co za tym idzie ceny. Nie da się wygrać w totka na zawołanie. Nawiasem mówiąc jedna osoba z pracy jeździ samochodem z Białołęki, w końcu to Warszawa - zajmuje jej to ponad godzinę - moim zdaniem wcale nie ma lepiej, a o kosztach nawet szkoda pisać. Podtrzymuję swoją opinię, że transport w stolicy jest tragiczny. Żeby było śmieszniej, rozwiązanie jest bardzo proste - komunikacja miejska DARMOWA, ale to nigdy nie przejdzie, wiadomo dlaczego.

@LB
Już piszę.
Chleb 1,59 (mnie wystarcza na dwa dni)
mortadela 1,99 (jak wyżej, nawet więcej)
serek wiejski 1,49
serek topiony 1,29
jabłko 0,40
herbata 0,02 (jedna torebka)
Suma 5,00 zł

Suma się zgadza - ceny artykułów z Biedronki (w promocji często bywa taniej - zawsze tego pilnuję). Na dzień tyle absolutnie wystarcza do życia i to z naddatkiem - zwykle w moim zestawie jest tylko jeden serek albo jogurt, albo mleko litr 1,89 na trzy dni). W odpowiednim okresie grzyby i owoce są za darmo - chociażby te nie wiedzieć czemu wyśmiewane mirabelki. Zero alkoholu, kawy, przypraw - dla mnie to obrzydlistwa niejadalne. Nie pichcę, nie smażę, nie piekę.

Dla urozmaicenia, wymiennie, mieszcząc się w zadanej kwocie:  makaron 1kg 2,39, kasza jęczmienna 1kg 1,99, szynka drobiowa 110g -1,45, pasztet drobiowy 0,89, zupka błyskawiczna 0,79, serek homogenizowany 1,25, jajko 0,40. Dodając do tego ww. promocje wystarcza od czasu do czasu na zbytki typu wafelek/batonik/landrynki/kisiel. Raz na dłuższy czas można wykroić na różne inne rzeczy, np. cukier, dżem, groch/soczewica, konserwa rybna - i naprawdę jest dużo możliwości. 

Mam nadzieję, że pomogłam? ;)

środa, 05 września 2018

    Poniżej jest odpowiedź, która miała być w komentarzu pod poprzednią notką, ale głupi blox.pl stwierdził, że jestem automatem spamującym, bo tekst został napisany za szybko. Ale to, że jak piszę normalnie, jest na tyle za powoli, że wylogowuje i Ctrl+C, Gtrl+V jest koniecznością, aby tekst nie poleciał w powietrze, jest poza zdolnością pojmowania bloxowej inteligencji. Tym bardziej ona jest głupia, że pisze/wkleja właściciel bloga, zalogowany, sam siebie by spamował?
   
    No więc, to jest ten komentarz.


@Anioleczek
    Artykuł artykułem, najwidoczniej należę do tej mniejszości, której mgr nic nie dał, a wręcz zaszkodził. I chętnie dałabym w pysk tym wszystkim mądralom, co to pieprzą albo "dziewczyny na politechniki" albo "nie chciało się nosić teczki, trzeba nosić woreczki". Pieprzenie i tyle. Bez mgr robiłabym dokładnie to samo, co robię, ale o pięć lat dłużej, już bym miała ten staż do emerytury, co z pewnością bardziej by mi się opłacało.

@LB @M
    Sorry, nie można się przyzwyczaić. Skoro nie przyzwyczaiłam się przez całe liceum, kiedy tak samo traciłam masę energii na dobudzenie się rano, a gdy już się obudziłam, ze zmęczenia odechciewało mi się wszystkiego. Tylko, że w czasach licealnych i zdrowie było lepsze, i dojazd nie zajmował trzech godzin, i wakacje/ferie na odżycie mózgu razem z zainteresowaniami - teraz tego nie ma. Przyszłe urlopy nie wystarczą. Tylko doczekanie do emerytury daje tę szansę na cokolwiek ponad bezmyślną egzystencję.
    No nie, obiad za 10 zł, kupowany z jakiegoś baru, dla mnie ZAWSZE już pozostanie wydatkiem nie do przyjęcia. Skoro jem za 5 zł dziennie, nie będę płacić ani grosza więcej w dodatku za jakieś świństwa (ilość przypraw, zapewne dla zamaskowania nieświeżości, przekracza akceptowalny poziom zwłaszcza w tych "domowych" barach). To co zarobię ponad życiową konieczność, będzie do odkładania/inwestowania na a) spłatę długów, b) zabezpieczenie na przyszłe czasy bez pracy, które bardzo łatwo mogą powrócić w wieku ochrony przedemerytalnej.
    Niestety, nie umiem spać w autobusie na stojąco... Akurat teraz szkoła się zaczęła i powróciły koszmarne korki - transport miejski w Warszawie to zdecydowanie porażka. Tym gorzej, że niedawno pojawiły się reklamy w metrze jak to jest super, szybko i wygodnie, podpisane przez panią H. G-W. - piękny strzał w stopę przed wyborami... Ale to już nie należy do tematu.
    Pozdrawiam kibiców, trzymających kciuki i wierzących... Ja jakoś z tą wiarą nie za bardzo.

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

    To tak na ochłodę dla osób, które chciałaby mnie przedstawiać jako dowód, że "chcieć to móc" i że "trzeba ruszyć tyłek", "wierzyć w siebie" etc. etc. Nawiązując do komentarza pod poprzednią notką.

@maritita

    W tym sęk, że "chcieć to móc" to tylko pusty slogan. Gdybym miała opierać się na chęciach, nie wygrzebałabym się z długów do końca życia. Udało mi się dzięki konkretnej pomocy LUDZI - kilka tysięcy wpłacone na konto to nie w kij dmuchał - powoli ZACZYNAM spłacać, ale kiedy się z tym uporam nie wiadomo - czy jakikolwiek bank dałby mi kredyt za frico? Ze spłatą "kiedy będzie lepiej, a jeżeli nie to też ok." i bez określonego terminu? Nie.
    Czy mieszkanie przez rok (!) za darmo, a na początku z wiktem i opierunkiem to standard i każdy by to miał gdyby "tylko chciał?" Nie - i tu nie ma żadnego gadania. Wynajem kosztuje kosmiczne pieniądze - nawet te kilka tysięcy z zapasu skończyłoby się za dwa-trzy miesiące, a ja dopiero wychodzę na prostą PO ROKU.
    I to zarabiając wcale nie minimum krajowe, na jakie w większości przypadków mogłaby liczyć osoba, która musiałaby brać na szybko co jest, a i to wcale nie takie oczywiste, że cokolwiek nieśmieciowego by było do wzięcia za to krajowe minimum. To mit, że w Warszawie praca czeka. A już legalna, z ZUS-em, ha-ha. Nie czeka. Na budowlańców może... Nie czeka na kobietę pod pięćdziesiątkę z wyższym wykształceniem, nie mogącą ciężko harować fizycznie. Wysłałam ok. 40 cv do różnych miejsc (również bez przyznawania się do mgr) - jaki wynik? ŻADEN. Opisałam jak to wyglądało w przypadku urzędu, budżetówka - nieomal mnie wyśmiali, że uwierzyłam w ogłoszenie z wymaganiami "wykształcenie średnie i obsługa komputera" – FIKCJA. Tjaaa, „praca czeka” na sprzątaczki i ochroniarzy tylko i wyłącznie z orzeczeniem o niepełnosprawności, a cała reszta to „młode i dynamiczne zespoły”. Nawet w Biedronce, na Dworcu Centralnym jakoś na kasach nie siedzą osoby w moim wieku, dziwne, nie?
   
Pracę mam wcale nie dzięki temu, że "bardzo chciałam". Zbieg okoliczności, po prostu szczęście, że kilkanaście lat jako hobby zajmowałam się takim niszowym zajęciem, dotyczącym w Polsce max. 5 firm (w tym tę w moim mieście opuściłam na skraju wyczerpania) i następny fakt, że miałam komputer z mocno zaawansowanymi umiejętnościami jego wykorzystania do tego właśnie zajęcia. Blog przy okazji, a miał on przecież swój udział w tej całej historii. No i dalej, w jednej z tych firm ktoś odszedł na emeryturę, ktoś inny umarł - tylko dlatego się załapałam i utrzymałam w tym miejscu - JEDYNYM, jakie w końcu doszło do skutku. Absolutnie wyjątkowy FUKS, którego nie zapewniłyby choćby nie wiadomo jakie "chęci", slogany typu "wiara w siebie " i podobne brednie. Bez konkretu goowno by z tego wyszło, skończyłaby się kasa po dwóch miesiącach i wróciłabym do tego samego co było.
    W końcu - czy każdy, kto miałby liczyć tylko na swoje chęci ma samodzielne mieszkanie, które mógłby sprzedać i kupić za to inne? Większość ludzi jednak nie jest tak "bogatymi" sierotami. Wynajmować cały czas? Skoro nawet mieszkając za darmo (no niezupełnie, bo płaciłam za pozostawione mieszkanie) i mając tę poduszkę bezpieczeństwa, ciągle jeszcze mam debet w banku, po roku!
   
Nawet nie mówię o takich „drobiazgach” jak czas wolny i zdrowie. Nawet w tym fuksie, jaki mi się trafił, zaliczam już któreś z kolei głupie przeziębienie, w weekendy odsypiam jak kłoda telepanie się autobusami, a gdybym musiała zasuwać więcej, żeby zarobić na wynajem, już bym zachorowała poważniej, wpadła pod samochód albo zawalała robotę i wyleciała na kopach.
   Tak więc nie – absolutnie nie jestem przykładem, że „chcieć to móc”. Wręcz przeciwnie, uważam, że mnie się nie udało, MUSIAŁAM mieć oparcie i naprawdę sporo szczęścia, że akurat wybrałam sobie hobby takie, a nie inne, dwadzieścia lat temu nie do przewidzenia...

środa, 01 sierpnia 2018

    Umowa przedwstępna jest, zadatek wpłacony.
    Umowa notarialna już była umówiona, wszyscy się zebrali w kancelarii, a tu zonk - jeden dokument okazał się być kolorowym ksero, a miał być oryginał. Ponieważ termin zakończenia transakcji był do końca lipca, jakbym się uparła, mogłabym zażądać zwrotu zadatku w podwójnej wysokości, bo zawaliła i nie wywiązała się strona sprzedająca. Ale zgodziłam się poczekać, klucze już dostałam i przekazanie mieszkania opisaliśmy nieformalnie "na kolanie". Teraz czekam na następny termin, będzie "na dniach".
Mieszkanie 30 metrów, w Konstancinie-Jeziornie (tu sprostowałam błędnie przygotowaną umowę z odmianą w ...-Jeziornej), blisko przystanku. Z wyposażeniem używanym, bez konieczności remontu, w sumie super się trafiło. Z ogłoszenia w necie.

    I od dziś mam ETAT. Na czas określony rok.
    Wczoraj załatwiałam badania lekarskie i okazało się, że zdolna jestem. Do pracy przy komputerze. U okulisty wyszło, że jestem na jedno oko prawie ślepa, ale skończyło się na zaleceniu sprawienia sobie nowych okularów. Mogę olać, nikt tego nie będzie sprawdzał. Zalecenie od lekarza ogólnego: "nabrać wagi" - będę się starać :)

    Voilà!

Z ostatniej chwili - jest umowa notarialna.
Koniec. To znaczy chyba początek. Sporo jeszcze zostało do załatwiania, ale już z górki.

Gdy miną te koszmarne upały zacznę myśleć i może kontynuować wrażenia. Skoro już nie "znad krawędzi", odpływ czytelników gwarantowany, ale tak dla siebie, żeby doskonalić warsztat, a potem wypuścić jakiś bestseller na miarę nowego Harrego Pottera... Tak, to przez te upały...

wtorek, 10 lipca 2018

    Do pojutrza. Umówione podpisanie umowy przedwstępnej kupna mieszkania. 

środa, 06 czerwca 2018

    Żyję, żyję, ale przez ostatni miesiąc nie było kiedy nawet się w [wymoderowano] podrapać. Kilka dni przerwy i ledwo się przez miesiąc wyrobiłam, a kiedyś chyba trzeba będzie pomyśleć o jakimś urlopie, nie? Na razie abstrakcja. W każdym razie założenie się nie zmieniło - wyrobić minimum do emerytury i ani odrobiny dłużej. Jak będzie się zbliżać ten wielki dzień, czyli za jakieś pięć lat mniej więcej, wtedy powyliczam co do dnia, aby nie dać ZUS-owi ani grosza ponad to, co zeżreć musi. Tymczasem, żeby kilka lat przetrwać, własne lokum jest konieczne. Poszukiwania na razie w lesie - ogłoszeń od groma, niektóre wyglądają nawet sensownie, ale to nadal jest etap wstępny i nie wiadomo, co wyjdzie.
    A jak coś wyjdzie, to napiszę, może za miesiąc...

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

    Umowa notarialna podpisana, kasa na koncie jest. I zdążyłam jeszcze wrzucić na oszczędnościowe, w ciągu kilku dni narośnie dodatkowe pół stówki odsetek. Dwa dni pomiędzy świętami wystarczy na przepisanie liczników i członkostwa w spółdzielni. Koniec.
   
W najśmielszych snach nie przypuszczałam, że pójdzie takim piorunem. W dodatku mam czas do końca wakacji na pozbieranie się, bo klient kupił pod wynajem, ale nie ma kasy na natychmiastowy remont i zabierze się za to za kilka miesięcy. 
    Jasny gwint!

niedziela, 29 kwietnia 2018

    https://www.youtube.com/watch?v=5b1NSinlUeg

    Jutro (poniedziałek) umówiony notariusz i finito. Przyjęłam za pewnik, że będę mogła jeszcze tydzień pomieszkać i popakować graty, ale o to nie zapytałam, więc może być ciekawie... Zresztą klient też może się rozmyślić, nie było umowy przedwstępnej, żadnej zaliczki, więc jakby w ostatniej chwili zrezygnował, też ciekawie może być...

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

    Mieszkanie sprzedane. Klient zdecydowany, z gotówką, nie było wielkiego targowania, akurat o tyle, ile wyniosła "górka" ofertowa, ogłoszenie wisiało u pośrednika raptem trzy dni. Coś mi się wydaje, że ów pośrednik dał cynk zainteresowanym, ale dla mnie bez różnicy, kto kupi. Gdybym była na miejscu, załatwiłabym wszystko w tydzień. Teraz tylko spiąć się z robotą, żeby wykroić choćby dwa robocze dni na załatwianie dokumentów na miejscu - i szast-prast, chaty ni ma. Cholera, szybko. Za szybko. Bo to znaczy, że będąc po drugiej stronie, znalezienie równorzędnej (kwotowo) okazji w okolicach Warszawy może okazać się jeszcze trudniejsze, niż mi się wydawało. Polowanie na oferty, które znikają w parę dni, to nie takie hop-siup. No zobaczymy, tymczasem ciekawe, czy w ogóle uda mi się wrócić do domu w majowy weekend, roboty po kokardę...

czwartek, 19 kwietnia 2018

    Nie minął nawet tydzień i już mam sygnał od pośrednika, że znalazł się ktoś chętny na moje mieszkanie. Szybko. Czyli w założonych na pałę dwóch miesiącach mogę się zmieścić. No chyba, że to jakiś kredyciarz, który może bujać się z bankiem nie wiadomo ile. W dodatku zakładanie księgi wieczystej to moja strata czasu, jakoś mi się nie uśmiecha dodatkowe kursowanie tam i z powrotem przez pół Polski. Jest popyt na ten towar, więc mogę sobie wybrać klienta - z gotówką, zdecydowanego, z którym załatwię wszystko za jednym zamachem. Kurczę, ale to miłe mieć takie poczucie władzy :) Będzie na odwrót, gdy to ja będę klientem.

czwartek, 12 kwietnia 2018

    To już jutro. Wprawdzie wiele razy pisałam, że nie wierzę w "pechy" ani "szczęścia", ale w razie czego będzie na co zwalić. A właśnie jutro zgłaszam do pośrednictwa nieruchomości swoje mieszkanie i spodziewam się, że sprzeda się łatwo, a potem będzie gorzej, aby znaleźć i kupić coś innego za środki zdecydowanie niestandardowo skromne. Jak wspomniałam, może się uda kawalerkę 20 metrów gdzieś na peryferiach i do remontu... Kiedy pisałam, że przewiduję dwa miesiące na całą operację zamiany Polski B na A? Trzy tygodnie temu. No to realizacja tegoż realna jak CLICK HERE.

czwartek, 22 marca 2018

    Pierwszy dzień wiosny przyniósł mi umowę na trzy miesiące. Do końca czerwca. Nadal zlecenie i za kwotę bez zmian, teoretycznie w Lidlu na kasie płacą więcej, ale to tylko teoretycznie. No więc do przodu. Z tym, że jednocześnie obowiązków przybywa i już zaczynam puszczać byki (dobrze, że nie bąki). Ponieważ starym wyjadaczom też się to zdarza, nie wpadam w depresję, jaka jestem beznadziejna i że za chwilę mnie wywalą. Nie myli się ten, co nic nie robi - kiedyś to powiedzenie uważałam za głupie, na dziś zmienił mi się punkt widzenia zgodnie z punktem siedzenia.
    Dodając do tego te wszystkie plany mieszkaniowe, wiosna będzie wyjątkowo męcząca na granicy "zamiaru według sił". Sprzedać mieszkanie to drobnostka, gorzej ze sprzątaniem przed tym, a jeszcze gorzej ze znalezieniem zastępczego miejsca przechowywania dla rzeczy, których ani wyrzucić nie można, ani zabrać ze sobą. I wtedy dopiero zaczną się schody z poszukiwaniem czegoś do kupienia w zamian. Ile czasu mi to zajmie? Daję sobie dwa miesiące. Do rymu "z motyką na słońce".
    Alleluja.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22



---*********---
M O J A
S T R O N A
O F E R T O W A
wejście
---*********---




Można zarobić
legalnie, a jak
dzięki poniższej reklamie
notka TUTAJ



--------------------
Miejsce
na Twoją
R E K L A M Ę
--------------------



Matka głupich

71 1460 1181 2025
9987 1934 0002



suma z kategorii
PIENIĄDZE

+ 5500,00



wartość jednostki
z kategorii
iNWESTYCJE
od =1 w dniu 15.09.2014

1,1908

w cenach zamknięcia
1,0902
(wyliczenia z poślizgiem)